Ciasto jeszcze ciepłe na talerzu. Nie poczekam aż ostygnie, nie dam rady… Co prawda z olejem kokosowym zamiast masła ale na wierzchu pięknie błyszczy beza. Prawdziwa beza! Nie żadna z wody po cieciorce ale bajeczna, jajeczna piękna beza! Robimy test. Ale o tym innym razem. Dziś w końcu chcę napisać o niedzieli sprzed dwóch tygodni, o tym jak to Mikołaj zdobył swój pierwszy medal. Zabierałam się do tego tekstu kilka razy, ale nigdy nie udało mi się go skończyć. Dziś przy cieście z bezą musi się w końcu udać.

17 kwietnia o 9 rano ruszyliśmy pełni nadziei, bez żadnych planów ale uzbrojeni w Dziadków rozstawionych na trasie gotowych w każdej chwili przejąć Małego Krzykacza. Początek biegu okazał się wyjątkowo spokojny. Najwyraźniej kolorowe tłumy biegaczy i hałasujących kibiców na tyle zainteresowały Mikołaja, że zapomniał, iż siedzi w wózku. Przyglądał się temu co się dookoła dzieje, machał nóżkami i wyglądało na to, że albo przebiegnie tymi nóżkami całą dyszkę albo sam nie będzie widział kiedy zaśnie a my bezstresowo, równym tempem dobiegniemy do mety. Tak pięknie minęły nam dwa pierwsze kilometry. A potem zaczęło się wszystko co nam już znane… płacz, krzyk, kopanie nóżkami. Mikołaj nie przestawał nawet kiedy mijaliśmy punkty trąbiących na trąbkach, bębniących na bębnach, grających i śpiewających kibiców. Pewnie po prostu ich nie słyszał… sam był głośniejszy… Serce rodzica pęka w takich momentach, rozsypuje się na milion kawałków. Emocjonalna mama już wyciągała ręce by wydrzeć z wózkowych szponów swe dziecię, by ocalić, ukoić. Jednak na straży głosu rozsądku stał racjonalny tata- Przecież jak go wyjmiemy to nie ma szans, żeby go włożyć z powrotem, nawet już spokojnego, rozwściecze się znowu. Poczekajmy jeszcze chwilę. Dobra, czekamy, minutę, dwie, pięć, ile można…? Jeszcze moment, do 5 km. OK. Ale ani milimetra dłużej! Na szczęście Mikołaj zasnął. Tak mocno, że nawet kiedy mijaliśmy punkty trąbiących na trąbkach, bębniących na bębnach, grających i śpiewających kibiców nie drgnął. I tak dobiegliśmy do mety. W trójkę. Nasze pierwsze wspólne zawody!

Następne już w maju. Czasu niewiele a potrenować jeszcze trzeba. My tempówki, a Mikołaj zasypianie w wózku 😉

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułOdliczanie: 4
Następny artykułJak pustynia

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here