Biegam już ponad miesiąc. I jak mi idzie? Jestem zadowolona i dumna z siebie. Mimo, że na głos tego nie powiem, to oczywiście zerkam na zegarek i kontroluję czas. I niby nie, ale jednak zależy mi na tym, by jak najszybciej wrócić do jako takiej (nie prawda, że jako takiej – chcę znów biegać tak jak przed ciążami, ale ciii….) formy. Jak widzę, że za każdym razem biegnę albo więcej, albo szybciej, to daje mi to dodatkową motywację.

trening z obciążeniem

Biegam z wózkiem. Wychodzimy z Abi na jej drzemkę. I tak sobie w głowie kalkuluję, że to taki trening z obciążeniem. Że jak zostawię wózek w domu to posunę jak antylopa 😉 Pamiętam treningi do mojego pierwszego maratonu. Była zima, mróz, śnieg po kostki. A ja z każdym krokiem stawianym w tej śnieżnej ciapie powtarzałam sobie, że jak przyjdzie mi biec po czystym asfalcie, to po takim ciężkim treningu to będzie pikuś. Tak więc i teraz konieczność biegania z wózkiem przekuwam w zaletę mocnego treningu. I biegnie mi się lżej.

dyszka złamana

Zaczęłam od krótkiego dystansu – 5 km. Ale w miarę szybko zaczęłam go zwiększać i dziś wychodzę już na dyszki. Przynajmniej staram się, bo z dzieckiem mało rzeczy można zaplanować, ale o tym za chwilę. Zaczęłam też od średniego tempa powyżej 7 min/km. W ciągu miesiąca nieregularnych wybiegań udało mi się przyspieszyć do 6 min/km i tym samym złamałam godzinę na dyszkę. Cieszę się z tego powodu jak dziecko. Naładowana endorfinkami i pozytywnym myśleniem z uśmiechem myślę o kolejnych wyjściach by pobiegać. Sprawia mi to olbrzymią frajdę, czyści umysł i daje pozytywnego kopa na dalszą część dnia.

biegam z wózkiem

A jak się biega z wózkiem? Oczywiście ciężej. Czasami, gdy wiatr mocniej zawieje czuję jakby dmuchnął w żagiel. Jak biegnę w tym samym kierunku co wiatr dmucha to skrzydła mi rosną. Ale jak biegnę pod wiatr z tym dużym wózkiem i jeszcze większą budką chroniącą moje dziecko to czuję się jak trenująca do zawodów Justyna Kowalczyk, która biega zimą po lesie z przyczepionymi linami oponami. No właśnie, to ten trening z obciążeniem, który daje tak dobre rezultaty. 🙂
Biegając z wózkiem mamy do pomocy tylko jedną rękę. A każdy kto kiedykolwiek próbował biegać z rękoma przywiązanymi do tułowia wie, że jest to dość trudne wyzwanie. I niestety od tej wymuszonej, nietypowej pozycji niektórzy mogą narzekać na bóle pleców.
Biegając z wózkiem trudno sobie pozwolić na jakiś złożony trening. Choć nie jest to niemożliwe. Mój niemąż, ponieważ bardzo lubi tempówki, robi je nawet jak wychodzi biegać w towarzystwie śpiącej w wózku córki. Oczywiście jak wózek przestaje bujać to istnieje poważne ryzyko, że córka ze śpiącej przemieni się w płaczącą, no ale on to bierze na klatę 🙂

biegam z dzieckiem

A jak biega się z dzieckiem? No to już wyższa szkoła jazdy. Zwłaszcza z takim jak nasze. Wózek biegowy kupiliśmy jak Mimi był malutki z myślą o tym, że będziemy biegać z nim. Okazało się jednak, że nasz syn to całkiem niewózkowy chłopak i dla biegania nie robi wyjątków. Poza sporadycznymi treningami (o których krótko pisałam TUTAJ) i dwoma zawodami Mimi z nami nie biegał. Nawet kiedyś załapaliśmy się na zdjęcie w gazecie z biegu ulicznego w Łodzi. Mimi chwilę wcześniej dostał od znajomych biegaczy z wózkiem kukurydziane chrupki, więc uwieczniony został z uśmiechem.
Abi jest już trochę łagodniejszym przypadkiem, co nie znaczy, że wózki uwielbia. O nie! Wszystko zależy od jej nastroju. Wychodzę więc z nią na drzemkę i liczę, że zaśnie szybko i nie obudzi się do końca treningu. Ale i tu nie jest zawsze z górki. Ponieważ zwykle drzemki naszej córki trwają 30 minut, a moje treningi około godziny, to po 5 km zawracam już w stronę domu i nie oddalam się, na wypadek, gdyby Abi obudziła się z płaczem i musiałabym z nią na jednej ręce i z wózkiem w drugiej wracać do domu. Zawsze też staram się mieć ze sobą jakąś przekąskę. Kawałek chlebka czasem działa cuda 🙂

Bieganie z dzieckiem w wózku na pewno jest inne niż solo. Ale też jest całkiem przyjemne. Wózek przyda się by wrzucić do niego bluzę kiedy zrobi się ciepło, butelkę z wodą do picia czy, jak potrzebujecie, coś do przekąszenia.

My z niemężem, trochę żałujemy, że Mimi nie przepada za siedzeniem w wózku, bo marzy nam się wspólny bieg uliczny w czwórkę. Ale pewnie prędzej sam weźmie udział w biegu dla dzieci niż pobiegnie z nami, co też wydaje się wspaniałą perspektywą 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here