A nawet i przeddzień. Ledwo ochłonęliśmy po wczorajszym obiedzie, na którym Mikołaj zaskoczył nas savoir vivre’m przy stole 😉 a dziś… no ale od początku…Wczoraj na obiad były leniwe pierogi. Idealna potrawa do jedzenia widelcem. A ponieważ Mikołaj dostał od Babci komplet pięknych sztućców, pomyśleliśmy, że to świetna okazja by poćwiczyć. Nabijaliśmy kawałki klusek i tak przygotowany widelec dawaliśmy Mikołajowi do rączki a on już sam wkładał go do buźki i jadł. Cudnie 🙂 Ale jak się okazało nudno dla naszego syna, który zaczął domagać się  tego widelca. Cóż było robić – w końcu jego osobisty… Jakież było nasze zdziwienie gdy okazało się, że Mikołaj jak gdyby nigdy nic złapał widelczyk do rączki i zaczął nabijać nań leniwe wsadzając je sobie następnie do buzi, wcale nie leniwie… Samodzielnie jadł widelcem! No, duma nas rozpiera 🙂

zdjecie 2

Rozpiera tak, że pękamy dosłownie bo dziś nasz syn wprowadził na s w osłupienie. Jak przystało na porządnego dziesięciomiesięczniaka koło południa Mikołaj uciął sobie drzemkę. My w tym czasie, jak większość pewnie rodziców, zajęliśmy się ogarnianiem sprawunków i załatwianiem pilnych spraw, których przy maluchu nie da się załatwić, a przynajmniej jest trudno. Zegar tykał cicho odmierzając kolejne minuty drzemki a my spokojnie załatwialiśmy swoje sprawy. Przez otwarte okna wpadał wiosenny wiaterek i to chyba dlatego skrzypnęły drzwi. Jakiś mocniejszy podmuch może… Gdy spojrzałam w ich stronę zaniemówiłam a szczęka opadła mi do samej podłogi. Drzwi się otwierały… A zza tych drzwi wyłonił się nikt inny jak nasz syn… Muszę wyjaśnić niewtajemniczonym, że aby wyjść z pokoju Mikołaj musiał pokonać kilka przeszkód, niektórych specjalnie ustawionych. Łóżeczko Mikołaja przystawione jest do naszego łóżka w taki sposób, że materace są na jednej wysokości, więc łatwo przejść. Sprawdza się to świetnie podczas nocnych karmień. Ale podczas dziennych drzemek już nie tak bardzo. Żeby uniknąć ryzyka, że Mikołaj przejdzie ze swojego na nasze łóżko a z naszego spadnie na podłogę stawiamy coś na kształt muru z poduszek i kołdry oddzielając jego łóżeczko. Mikołaj musiał dziś ten mur pokonać wspinając się na niego. Następnie przeraczkował prawdopodobnie do krawędzi łóżka i nóżkami w dół zsunął się na podłogę, a stamtąd to już na pewno w trzy sekundy dotarł do przymkniętych drzwi, łapką złapał je za brzeg i otworzył… A co będzie siedział sam w sypialni jak już się wyspał!! Zaniemówiliśmy na jakieś 5 minut. A z dumy pękliśmy.

Cały dzień tak sobie pękaliśmy aż do wieczora kiedy to zostaliśmy szybko i skutecznie sprowadzeni na ziemię. Nasz bohater rozciął sobie paluszek. Nie mamy pojęcia jak i gdzie bo był w tym czasie na rękach i niczego ostrego nie dotykał. W każdym razie nie przesadzę jak powiem, że krew tryskała jak u  Tarantino. W czerwone kropki była łazienka, przedpokój, podłoga, drzwi, ja cała, nie wspominając o Mikołaju… Co się robi by zatamować krew niemowlakowi?! Plasterki momentalnie przemiękały a krew dalej kapała. Zmienialiśmy je jeden za drugim. Jest jakiś sposób?! Czy trzeba poczekać? My w końcu odczekaliśmy, przemokniętego plasterka już nie zmienialiśmy, utuliliśmy Mikołaja do snu i dopiero jak już mocno spał zmieniliśmy na spokojnie opatruneczek na paluszku. Do rana na pewno będzie już dobrze. Niech się ranka się goi, Mikołaj śpi słodko a my z cydrem odpoczywamy po pełnym wrażeń dniu. Dobrej nocy!

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułPierwsze razy
Następny artykułProjekt 365

2 KOMENTARZE

  1. Dzień jak z filmu Alfreda Hichcocka,wrażenia sięgają zenitu,a potem atmosfera już tylko narasta. Dobrze,że dopiero dziś to przeczytałam, bo paluszek pewnie już zdrowy i mogę ten opis końcowy potraktować jak fikcję literacką. Inaczej znając moje zakręcenie na mojego ukochanego wnunia, chyba pędziłabym na sygnale z jakąś wodą utleniona, octaniseptem albo jakimś innym zestawem ratunkowym typu – zabawy nie najlepiej widziane przez rodziców np. wspinaczka po brudnych schodach lub wchodzenie do zlewu w celach poznawczych i dla ochłody , a może coś do jedzenia niekoniecznie z „listy rodzicielskiej „jedynie właściwej ?

    • Ależ wchodzenie po schodach było super! A wchodzenie do zlewu czy jedzenie nie z naszej listy lub karmienie (czyli wsadzanie jedzenia do buzi dziecka)… czyż nie od tego są babcie?? Jak mogłyby rozpieszczać swe wnuki gdyby rodzice na wszystko pozwalali? No i pewnie sama pamiętasz jak zostawiłaś swoje dziecko chowane bez smoczka! pod opieką babci, żeby wyrwać się do kina… Kto inny jak nie babcia rozpieszczał Twoje dziecko? 🙂 Taki ten świat jest piękny.
      A paluszek dziś cały i zdrowy . 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here