Nastawiam sobie kawę. Espresso z miodem, taką lubię najbardziej. Ta jest bezkofeinowa. Te z kofeiną zwykle piję dwie – ciągle karmię piersią więc następne to moje placebo. Lubię te chwile. Zamykam się na kilkanaście sekund w swoim świecie, biorę wielki oddech i zanurzam się w czerń mocnej kawy. Hmmm… chyba dlatego tak lubię tą małą czarną. Nie zabiera dużo czasu, wystarczy jej chwila i robi swoje, nie zdąży ostygnąć a dzieci nawet nie zauważą nieobecności matki. Zresztą i tak pochłonięte są pracą. Mama Montessori ma czas dla siebie.

Kawę piję ciepłą

Często słyszę, że matki nie piją ciepłej kawy, no chyba że ją mają w termosie… Mi zimna smakuje tylko na plaży w Grecji. W domu lubię ciepłą. Najlepiej zrobioną przez Syna – lat dwa. Choć jego Siostra (miesięcy dziewięć) godnie zaczyna go zastępować i małymi paluszkami ochoczo wciska migające przyciski w ekspresie. Kawa podana. Można zaczynać dzień.

Segregacja prania – sposób na nauki kolorów

Zwykle staram się sprawunki domowe ogarniać jak najwcześniej, póki wszyscy jeszcze tętnimy energią. Pranie na ten przykład. Segregacja kolorów – świetny pretekst by uczyć się barw. Cztery małe rączki rozrzucają ubrania po całej łazience. Dziwnym trafem białe celnie lądują z jednej strony pralki, kolorowe z drugiej. Syn dokładnie wie jaki program ustawić (zawsze taki sam, ale kto by się czepiał szczegółów) i którym przyciskiem uruchomić pranie. Ja jedynie, dopijając moja poranną kawę, dopilnuję by proszek wylądował w pralce a nie na podłodze. Nie chciałabym dostarczać sobie zajęć typu sprzątanie podłogi, chemia to chemia, a przecież nawet Matka Montessori też w jakimś stopniu w obowiązkach domowych brać udział musi.

Zajęcia plastyczne

Pranie wstawione. Czas na robienie kartek świątecznych, jesteśmy za granicą i chcemy sprawić niespodziankę przyjaciołom. Rozkładam więc duży karton na stole, taki, który przykryje ów stół w całości, tak by go nie poniszczyć a i sobie oszczędzić później pracy i sprzątania. Daję papier, farby, wałki, pędzelki, wyciskam z butli farby i idę na kanapę. Nakarmię Córkę, pewnie zaśnie a ja poczytam sobie książkę. Na stole szaleństwo. Kolory przenikają się nawzajem. Najlepiej maluje się wałkiem. Nie! Rączki! Rączki to jest super narzędzie. Piękny brunatny kolor pokrywa już większość białego papieru…
Widzę, że praca nad kartkami świątecznymi zaczyna spowalniać tempo, więc na chwilę odrywam się od lektury. By reaktywować zapał kładę na stole klej i nożyczki. Mój syn już doskonale radzi sobie z takimi narzędziami. Matka Montessori ze spokojem wraca na kanapę.

Kiedy prace artystyczne zostają zakończone słyszę wołanie: mama! Ach, muszę odkręcić kran i podać płyn do zmywania naczyń. Narzędzia trzeba przecież umyć po pracy. Mały artysta z nie mniejszym zapałem niż do samego malowania, zabiera się do zmywania.

Koktajl – podstawa zdrowego odżywiania

No dobra, trzeba jakąś przekąskę zarządzić. Może zielony koktajl – jestem wzorową matką to i zdrowo karmię dzieci. W misce pełnej wody Córka myje szpinak. Pięknie jej to wychodzi a ubaw ma po pachy. W międzyczasie Syn dobiera resztę składników i wrzuca wszystko do blendera. Wciska guziki. Nalewa gotowy napój do szklanek. Jest ich zawsze o jedną więcej – dla taty – jak wróci z pracy wypije ze smakiem. Dzieciom świetnie idzie a ja w międzyczasie sprawdziłam pocztę i odpowiedziałam na maile.
Wspaniały dzień!

Gra na spostrzegawczość – dobieranie do pary skarpetek

Z zadumy wyrywa mnie odgłos krzątaniny w łazience. To pranie się skończyło. Nie czekając na mamę dzieci zabrały się do pracy. Pewnie po tym koktajlu maja taki zapał… Córcia z impetem roztrzepuje kolejno wyjmowane z pralki ubrania. Syn dobiera do pary skarpetki. Całość ląduje na suszarce. Na dolnych sznurkach wiesza mała gosposia, jej brat, wspomagając się krzesełkiem zajmuje się górnymi sznurkami.
Piękne słońce mamy za oknem!

Nóż – ćwiczenia na zręczność

Na obiad dziś ziemniaki, marchewka, fasolka. Ja sobie obejrzę serial. To akurat pół godziny, mniej więcej tyle ile potrzeba na przygotowane posiłku. Szef kuchni obieraczką odcina z marchewki długie wstążki skórki. Z ziemniakami idzie trochę mniej sprawnie, ale to kwestia czasu – ma przecież dopiero dwa lata. Fasolka natomiast pocięta na kawałki szybko ląduje w garnku. Jeszcze trzeba zamieszać bułkę tartą na patelni i obiad gotowy. Mamo, zapraszamy! Pyszne!

Obiad rodzinny

Mama Montessori jest jednocześnie Mamą BLW. Zasiadam więc do stołu nakrytego dla trzech osób. Ja mam swój talerz i sztućce. Syn ma swój talerz i sztućce. Córka je rączkami a talerza nie ma, bo pewnie by go zrzuciła i tylko roboty matce narobiła. Każdy sobie je ile chce. A jak nie chce to nie je. Matka BLW nikogo do jedzenia nie namawia a tym bardziej nie karmi. Sama sobie je. Konwersując i delektując się posiłkiem z dziećmi.

Zajęcia w podgrupach

No dobra, czas na kawę i zajęcia w podgrupach. Córka szmatką czyści podłogę. Syn zabiera się za swoje ulubione doświadczenia: przelewa, nalewa, rozlewa, zamraża, rozmraża i miesza. Ma swój podest i jest niezależny. Matka Montessori ma czas na fejsa.

Mały majsterkowicz

O 17 z pracy wraca Tata Montessori. Trzeba naprawić szafkę i zawiesić nowe prace plastyczne na ścianie. Tata wyjmuje narzędzia: wkrętarkę, pilnik, śrubokręty i prawdziwe skarby: gwoździe, śrubki, podkładki, nakrętki, kołki i inne cuda. Sam zasiada do obiadu a Syn nakłada, wkręca i odkręca, Córka wyjmuje i przekłada. Szafka się naprawia a obrazek wędruje na ścianę. Wygląda pięknie.

Kolacja

Kolacja to też zadanie Taty Montessori. Tu podział ról jest ściśle określony. Podczas gdy zmęczona dniem Mama Montessori leżąc na kanapie usypia Córkę, Tata z Synem przyrządzają kolację. Ten pierwszy kroi chleb. Ten mniejszy kroi ogórek na plasterki i na każdej kromce rozsmarowuje twarożek. Najlepsze kanapki pod słońcem!

Dzieci Montessori śpią.

Z przymrużeniem oka… choć niezupełnie

To był dobry dzień. Z mojego punktu widzenia… I z przymrużeniem oka… choć nie całkiem. Zupełnie na poważnie dodam, że nie doceniamy dzieci. Jeśli im pozwolić okazuje się, że są bardzo zaradne a jednocześnie ostrożne. Nalewanie wody z dzbanka do szklanki, mycie ciała podczas kąpieli, udział w przygotowywaniu posiłków, sprzątanie czy proste prace majsterkowe to są czynności, które dwulatek może z powodzeniem sam wykonywać. Mieć z tego ogromną frajdę i jednocześnie budować swoją niezależność i poczucie sprawczości. Niesamowity dar na start. Polecam bardzo! Pozwólmy dzieciom na samodzielność!

 

6 KOMENTARZE

  1. Moja ma 4,5 roku, no prawie 5. Ostatnio zrobila mi sniadanie. Pranie segreguje fenomenalnie, wieszanie tez jej idzie swietnie. Sama sprzata w swoim pokoju i to wszystko dlatego, ze po prostu moze 🙂

    • Dokładnie! Jak pozwolimy dzieciom na samodzielność, one ciągle nas będą zaskakiwać! A uczestnictwo w pracach domocych, dla nas nudnych, dla dzieci jest niesamowitą frajdą. Pozdrawiam gorąco 🙂

    • Ja muszę regularnie zarażać się od siebie, bo Matka Polka rozpycha sie łokciami, spychając Mamę Montessori w kąt, hihihi… 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here