Czas noworoczny  sprzyja podsumowaniom roku poprzedniego i kreśleniom planów na ten kolejny. Ja zwykle tego nie robię. Nie robię podsumowań ani nie snuję wielkich planów. Ale jakoś tak tym razem mnie złapało. Postanowiłam rozliczyć się ze starym rokiem i zaplanować, na ile to możliwe w moim przypadku, rok 2017.

Zapowiada się w moim życiu naprawdę wyjątkowy rok. Nie chcę żeby przeleciał mi między palcami. Chcę wyciągnąć z niego jak najwięcej! Ale w stylu slow. Skupiam się na tym co sprawia mi przyjemność i jest dla mnie ważne a odrzucam zapychacze czasu i wszelkie życiowe śmieci!

Moim celem na rok 2017 jest nauczyć się planować i zarządzać czasem. Bez tego pewnie jedyne co udałoby mi się zrobić w tym roku to skupić się na przewijaniu, karmieniu i bawieniu się klockami. A ja czuję, że muszę znaleźć miejsce dla siebie, że potrzebuję tak się zorganizować by znalazło się jeszcze trochę czasu dla mnie i dla moich przyjemności. Chce cieszyć się tym rokiem, chcę go celebrować, zauważać małe rzeczy, zatrzymać się przy nich na chwilę, doceniać. Ale wiem, że aby to osiągnąć nie mogę zapomnieć o sobie.

W tym roku chciałabym nauczyć się robić dobre zdjęcia. A to znaczy, że oprócz przyswajania wiedzy na ten temat powinnam duuużo pstrykać. Rozliczając się, przy okazji, z poprzednim rokiem muszę niestety przyznać, że plan mój na codzienne cykanie fotek wziął w łeb. 🙁 W tym roku chciałabym się w tym temacie poprawić.

I chciałabym poprawić się również w kwestii bloga – zamieszczać posty w miarę regularnie. Tak, wiem, wiem… już daję sobie margines bezpieczeństwa mówiąc „w miarę”. No ale w lutym nasze życie zmieni się diametralnie po raz drugi, w sumie to nie wiem czego się spodziewać i ciężko mi obiecywać sobie jakąś wielką regularność. Ale będę się starała.

W tym roku nie chcę marnować czasu (zresztą i tak pewnie nie będę go miała) na niepotrzebne zakupy. A wręcz przeciwnie, chcę dalej iść w kierunku minimalizmu i dalej oczyszczać przestrzeń wokół siebie. Jeszcze w styczniu zrobię porządek w moich dokumentach i wszelakich papierach, robiąc kolejny krok w odgracaniu swojej przestrzeni. (To cudowne uczucie, zrobić np. porządki w szafie i pozbyć się połowy jej zawartości, człowiek dosłownie czuje, że ma więcej powietrza do oddychania.)

W roku 2017 planujemy rozpocząć budowę domu. I w tym samym roku planuję się do tego domu wprowadzić. Wiem, że wiele tu ode mnie nie zależy, ale już sobie wizualizuję Wigilię przy wielkim stole w naszym nowym salonie. Więc robię co mogę… 😉

Nie zamierzam zrezygnować z podróży, tych małych, a i kto wie, może i jakąś większą uda się zrealizować. Barcelona (no ileż można odkładać odwiedziny przyjaciółki?!), może i Londyn, ale jakiś egzotyczny, nowy kierunek też będzie mile widziany (celowo nie określam jaki bo nie chcę się zamykać na czekające za drzwiami szanse i niespodzianki).

Od dawna myślę o odświeżeniu i szlifowaniu znajomości hiszpańskiego. Niestety kiedy nie używa się języka obcego on sobie idzie w siną dal… Więc chciałabym, żeby ten mój hiszpański chociaż do mnie wrócił. Jeszcze nie wiem jak to zrobię. Może jakieś audiobooki, może jakieś podcasty – na spacery z wózkiem mogą okazać się idealne 🙂

Albo ten hiszpański i podcasty połączę z kolejnym punktem na tej liście. Chcę wrócić do biegania. Planować maratonu na jesień  nie będę (czy aby na pewno?!) ale chciałabym wrócić do takiej formy by dyszkę móc przebiec  w satysfakcjonującym mnie tempie (obawiam się, że satysfakcjonujące mnie tempo to złamanie 50 minut na tym dystansie…).

No i jeszcze czytanie… Chciałabym czytać więcej. I mniej tematyki okołodzieciowej.

 

Pięknego roku życzę wszystkim!

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here